Obowiązkowe OC na rower? Tylko w Polsce!

Do pracy, na zakupy, czy na wycieczkę za miasto. Choć dróg rowerowych nie ma zbyt wiele, to Polacy zdecydowanie częściej, niż przed laty, wybierają dwa kółka, jako środek codziennej komunikacji. I nic dziwnego, rower jest zdecydowanie tańszy w eksploatacji, a przy poznaniu dróg na skróty, można łatwo ominąć korki i przy okazji dbać o własną kondycję. Do tego odchodzi godzinne szukanie parkingu, problem z paliwem bądź przegrzaną latem chłodnicą. I póki co, wciąż niższe opłaty, choć kieszeń rowerzystów znów jest zagrożona – do Ministerstwa Finansów wpłynął wniosek o obowiązkowym OC. Słusznie?


Rowerowe deja vu

Kiedy niespełna trzy lata temu Jacek Rostowski (były Minister Finansów) odrzucił projekt parlamentarzystów Platformy Obywatelskiej o obowiązkowym OC również dla dwóch kółek, rowerzyści odetchnęli z ulgą. Pierwszy raz bowiem w 2013 roku zauważono, że rowerów na drogach jest więcej, jak również, że wzrosła liczba wypadków z ich udziałem. Jak jednak argumentował podsekretarz stanu Wojciech Kowalczyk, rowerzyści nie stwarzają aż tak wysokiego ryzyka spowodowania wypadku drogowego, by należało ich obejmować obowiązkowym ubezpieczeniem. Projekt więc spalił na panewce, a rowerzyści wciąż mogli sami decydować o sobie, aż do maja 2016 roku, kiedy z podobnym pomysłem do Ministerstwa Finansów zwróciła się Inicjatywa Społeczna EL 00000 Zmotoryzowani Mieszkańcy Łodzi.

Rowery kontra samochody

Do tej pory bezsporną kwestią był fakt, że bardziej narażonymi na niebezpieczeństwo w ruchu ulicznym byli oczywiście rowerzyści, którzy najczęściej, ze względu na brak ścieżek rowerowych, wybierają pobocza tłocznych i wąskich ulic. Od kilku lat jednak coraz częściej mówi się o tym, że rowerzyści również stwarzają wysokie zagrożenie na drodze, a brak ważnego OC powoduje, że albo uciekają z miejsca wypadku, by nie zostać pociągniętym do żadnej odpowiedzialności, albo zwyczajnie nie są w stanie pokryć wyrządzonych szkód. I nie chodzi tylko o oberwanie lusterka czy zarysowanie zderzaka, ale również o sytuacje, w których rowerzysta przez nieuwagę, niewystarczające oświetlenie pojazdu czy nieznajomość przepisów drogowych doprowadzi do poważnej kolizji. Inna sprawa to wypadki z udziałem pieszych.

Wielu rowerzystów korzysta bowiem z chodników. Jeśli więc w wyniku potrącenia, pieszy dozna obrażeń cielesnych (złamanie reki czy nogi itd.), to bez obowiązkowego OC rowerzysta musi szkody pokryć z własnej kieszeni. W takim przypadku rowerzyści często uciekają z miejsca wypadku, a bez tablic rejestracyjnych trudno ich zidentyfikować. Wartość szkody nie jest bowiem mała, zwłaszcza jeśli poszkodowana osoba zwróci się o wypłatę należnej jej rekompensaty. To jest oczywiście tylko jedna strona medalu. Druga, poparta raportami policyjnymi i GDDKiA może wskazywać na bezpośrednie lobbowanie interesów firm ubezpieczeniowych. Zgodnie bowiem z raportami policyjnymi w ostatnich latach odnotowano wręcz spadek wypadków z winy rowerzystów, a jeśli do nich dochodzi, to wielkość szkód nie jest znów jakoś rażąco wysoka.

Co na to sami rowerzyści?

Oferowane przez Towarzystwa Ubezpieczeniowe polisy OC dla rowerzystów nie są drogie. Już dziś łącznie z NNW można takie ubezpieczenie wykupić na cały rok za jedyne 33 złote. To faktycznie niezbyt dużo, jeśli rowerem jeździmy niemal cały rok i biorąc pod uwagę, że przy potrąceniu pieszego i złamaniu mu ręki przyjdzie nam wyłożyć z własnej kieszeni nawet do 15 000 złotych. Rowerzyści jednak nie podzielają entuzjazmu Inicjatywy Społecznej EL 00000. Po pierwsze słusznie zauważają, że takie obowiązkowe OC powinni mieć również piesi, z których winy też przecież dochodzi do wypadków. Po drugie, co z rowerzystami, który swoje dwa kółka z piwnicy wyprowadzają tylko na letnie przejażdżki za miasto? Powinni też opłacać OC na cały rok? Co wreszcie z dziećmi? W pięcioosobowej rodzinie koszt takiego OC sięgnąłby nawet około 200 złotych na rok.

Nikłe szanse na wprowadzenie OC?

Choć Towarzystwa Ubezpieczeniowe pewnie już dziś zacierają ręce na setki nowych klientów, to pomysł wprowadzenia obowiązkowego OC dla rowerzystów jest dość kontrowersyjny. Ministerstwo Finansów wprawdzie potwierdziło, że projekt Inicjatywy Obywatelskiej z Łodzi wpłynął i że zostanie skrupulatnie rozpatrzony, jednakże koszty realizacji tego projektu mogłyby być niewspółmierne. Z czym musiałoby się Ministerstwo zmierzyć, to z dodatkowymi opłatami aparatu kontroli takich polis, co w przypadku rowerów byłoby dość trudnym zadaniem. Dziś rower wybiera też wiele osób, których nie stać na utrzymanie pojazdu, zwłaszcza w tych uboższych środowiskach, czy byłoby tak nadal, wraz z obowiązkiem zakupu polisy OC? Wątpi w to między innymi Joanna Ciszewska z Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego. Pewnie też wielu użytkowników czterech kółek, dla których OC mają już w kieszeni, porzuciłoby rower, wybierając ponownie jazdę autem. Wraz z polisą OC być może należałoby także powrócić do karty rowerowej, o którą całkiem niedawno postulowali zresztą posłowie PiS. Rowerzystom pozostaje więc czekać na ostateczną decyzję Ministerstwa Finansów.

Jedyni z OC w Europie?

Co ważniejsze, obecnie żaden kraj nie nakłada na rowerzystów obowiązkowego OC. Jeszcze niedawno Szwajcarzy musieli obligatoryjnie wykupić polisę na rower, jednakże od 2012 roku zostało to zniesione. Również Unia Europejska nie planuje wiązać rowerzystów obowiązkiem posiadania polisy OC. Unijni komisarze mają pełną świadomość, że rower jest idealnym środkiem transportu, który nie zagraża naturalnemu środowisku i w związku z tym ważne jest propagowanie użytkowania dwóch kółek, a zdecydowanie wprowadzanie obowiązkowych ubezpieczeń temu sprzyjać nie będzie.

Bez OC czy z OC?

Wyciągając rower z piwnicy, rowerzysta powinien pamiętać, że jest pełnoprawnym uczestnikiem ruchu drogowego, co jednak oznacza, że ma obowiązek również zwracać uwagę na innych użytkowników dróg czy chodników. Co się stanie, jeśli przetrze komuś drzwi, albo potrąci staruszkę na chodniku? Jeśli ma wykupione OC, to ubezpieczalnia zajmie się wypłatą odszkodowania i wyrównaniem strat. Jeśli nie ma OC, to wszystko zależy od poszkodowanego, który może albo swoich praw dochodzić przed sądem, albo spróbować się porozumieć ze sprawcą wypadku. Ze względu na koszty, jak i czas (na zapadnięcie wyroku możemy czekać długie lata) korzystniejsze dla obu stron jest porozumienie się i uregulowanie kwestii finansowych bezpośrednio między sobą. Przy większych stratach jednak zachodzi obawa czy rowerzysta pokryje wszystkie straty, jeśli nie jest do tego w żaden sposób zobligowany.

30 złotych na rok za święty spokój to zdecydowanie dobry interes dla każdego rowerzysty. Do tego, choć również nie mamy takiego obowiązku, warto pamiętać o kasku na głowie i ubezpieczeniu NNW, które zapewni wypłatę świadczeń, jeśli to my zostaniemy poszkodowani w wypadku. Zarządzajmy więc świadomie swoimi finansami i wybierajmy takie rozwiązania, które są dla nas korzystne, bez znaczenia czy jest to naszym obowiązkiem, czy też nie.