Ucieczka z miejsca wypadku i regres ubezpieczeniowy z OC

Takich spraw do Rzecznika Finansowego trafia coraz więcej. Właściciel pojazdu otrzymuje pocztą pismo od policji, że jest winny uszkodzenia innego samochodu. I jest zaskoczony podwójnie. Tym, że spowodował stłuczkę, ale jeszcze bardziej tym, że musi za to zapłacić, mimo posiadanego OC. Co dalej? Trzeba płacić czy można się odwołać? Dla ubezpieczyciela każda sytuacja jest tożsama z ucieczką, inaczej widzi to jednak Rzecznik Finansowy. Warto więc znać swoje prawa w takiej sytuacji.


Ucieczka czy zwyczajny pech?

Zgodnie z artykułem 43 punktem 4 Ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, UFG i PBUK „zakładowi ubezpieczeń przysługuje prawo dochodzenia od kierującego pojazdem mechanicznym zwrotu wypłaconego z tytułu  ubezpieczenia OC posiadaczy pojazdów mechanicznych odszkodowania”, jeśli ten „zbiegł z miejsca zdarzenia”. Punkt ten odnosi się więc nie tylko do sytuacji, kiedy kierowca zbiegnie z miejsca po potrąceniu rowerzysty czy wymuszenia pierwszeństwa na drodze, wskutek czego drugi samochód uderzy w latarnię. Dotyczy on również sytuacji, gdy podczas cofania na parkingu, urwie komuś lusterko albo zarysuje zderzak. Ubezpieczyciele nie mają wątpliwości, że w każdej sytuacji mogą korzystać z tego prawa. Innego zdania jest jednak Krystyna Krawczyk - dyrektor Wydziału Klienta Rynku Ubezpieczeniowo-Emerytalnego, w biurze Rzecznika Finansowego. Nie każde oddalenie się z miejsca zdarzenia, jest bowiem ucieczką. Zwłaszcza jeśli kierowca tylko lekko otarł komuś zderzak i tego nie odczuł, a dodatkowo na pojeździe nie zauważył żadnych śladów po stłuczce.

Po ilości skarg, wysyłanych do Rzecznika Finansowego widać, że nie są to żadne odosobnione przypadki. Kierowca bowiem może nie zauważyć, ale przypadkowi przechodnie są już bardziej czujni i mogą zapisać numery rejestracyjne i zgłosić fakt na policję. Nieugięty pozostaje też monitoring, który zwłaszcza na postojach parkingowych bardzo dobrze ujmuje całe zdarzenie i bezlitośnie wskazuje sprawcę.Czy jednak w takich sytuacjach, ubezpieczyciel powinien żądać od sprawcy zwrotu wypłaconego odszkodowania na zasadzie regresu? Tutaj wątpliwości ma nie tylko Rzecznik Finansowy, ale również Sąd Najwyższy, zgodnie z którego orzeczeniem z 1998 roku (sygn. akt II CKN 40/9) „nie każde oddalenie się z miejsca wypadku jest równoznaczne z ucieczką. Mało tego, to ubezpieczyciel powinien udowodnić, że sprawca zbiegł z miejsca wypadku“. To na ubezpieczycielu ciąży więc obowiązek udowodnienia, że kierowca faktycznie uciekł z miejsca zdarzenia bądź, że był świadomy spowodowanych przez siebie szkód.

Mamy prawo żądać dowodów swojej winy

Z pozoru sprawa jest niezwykle błaha. Na monitoringu widać, jak wyjeżdżając z parkingu, ocieramy się o drugi samochód, w efekcie czego powstaje szkoda, wyceniona na 1500 złotych. Przychodzi powiadomienie z policji, o popełnionym czynie, wraz z mandatem i punktami karnymi. Z faktami się ponoć nie dyskutuje, a więc i w tym przypadku nagranie z kamery przesądza o naszej winie. Skoro jest wina, to musi być i kara. Przyjmujemy więc pokornie mandat i punkty karne, co dla ubezpieczyciela jest jasną informacją, że przyznajemy się do winy, a więc zbiegliśmy z miejsca wypadku.

Tutaj jednak znów innego zdania jest Sąd Najwyższy i Rzecznik Finansowy. Kierowca bowiem faktycznie przyznaje się do uszkodzenia czyjegoś samochodu, ale ucieczkę z miejsca wypadku musi mu teraz ubezpieczyciel udowodnić. Dlatego mamy prawo żądać np. opinii rzeczoznawcy, który jednoznacznie wskaże, że musieliśmy być świadomi powstałego uszkodzenia. Inaczej, możemy się odwołać, a nawet bronić swoich praw przed sądem. Dla Sądu Najwyższego dużą wagę ma samo słowo – zbiegł, (Sygn. akt II CKN 40/98.), które „zawarte w umowie ubezpieczenia (…) zostało celowo, aby nie każde oddalenie się kierowcy z miejsca wypadku, czasami usprawiedliwione okolicznościami zdarzenia, powodowało utratę ochrony ubezpieczeniowej. Aby zatem przypisać kierowcy zachowanie określone w analizowanym przepisie, należałoby wykazać, iż kierowca "szybko", w celu jego niezauważenia, opuścił miejsce wypadku bez zamiaru powrotu. Tylko takie bowiem zachowanie daje się określić jako zbiegnięcie z miejsca wypadku."

Na czym polega regres ubezpieczeniowy?

Zgodnie z obowiązującym prawem ubezpieczeniowym, poszkodowany musi mieć zapewnioną ochronę swoich interesów, w każdym przypadku, a więc również w takim, kiedy sprawca działa celowo bądź niezgodnie z przepisami. Prawo jednak zapewnia ochronę również interesów samego ubezpieczyciela, tak by ten nie musiał pokrywać wszystkich strat, np. spowodowanych jazdą pod wpływem alkoholu. Dlatego na zasadzie regresu, do pełnej odpowiedzialności finansowej może pociągnąć samego sprawcę. To działa również w przypadku ucieczki z miejsca wypadku. Jeśli więc to policja nas odszuka i udowodni nam, że wgniecenie w zderzaku jest z naszej winy, to możemy się spodziewać, że ubezpieczyciel po jakimś czasie prześle nam rachunek z pełną kwotą wypłaconego wcześniej poszkodowanemu zadośćuczynienia.

Pytanie jednak, czy tak samo należy karać kierowcę, który po potrąceniu rowerzysty, by uniknąć odpowiedzialności, zbiegnie z miejsca wypadku i kierowcę, który po przerysowaniu boku zderzaka, odjedzie z miejsca, ponieważ nie jest świadomy swojej winy? Krystyna Krawczyk zaznacza, że ubezpieczyciele często zapominają, że udowodnienie winy sprawcy leży w zakresie obowiązków samego ubezpieczyciela. Wysłanie zawiadomienia o konieczności zwrotu wypłaconego odszkodowania nie zawsze jest więc zasadne. Zwłaszcza jeśli ubezpieczyciel nie poczynił żadnych kroków, by sprawę w pełni wyjaśnić.

Zarysujesz komuś auto – zostaw do siebie kontakt!

Drobna stłuczka, a jak może skomplikować nasze życie. Przerysowanie czyjegoś pojazdu na parkingu może się zdarzyć każdemu. Stres, złe oświetlenie, zbyt szybkie wykonanie manewru i szkoda gotowa. I wiadomo, że na właściciela uszkodzonego samochodu nie będziemy czekać na parkingu, ani go szukać, bo przecież czasem nawet nie wiemy, gdzie. By jednak zostawić swoje dane, mamy kilka możliwości:

  • jeśli do zderzenia doszło na parkingu centrum handlowego, to sytuację zgłośmy pracownikowi ochrony, który wywoła przez głośnik właściciela pojazdu. Możemy też przekazać swoje dane.
  • Jeśli do zdarzenia doszło na miejskim parkingu, to zostawmy kartkę z naszymi danymi za szybą. To jednak nie zawsze jest efektywne działanie, zwłaszcza przy niekorzystnych warunkach atmosferycznych (ulewa, silny wiatr itd.). Kartka może też wypaść albo wsunąć się w maskę samochodu. Najlepiej sytuację zgłosić bezpośrednio na policję. Patrol podjedzie na miejsce i spisze nasze zeznania, a ubezpieczyciel nie będzie miał podstaw pomówić nas o ucieczkę z miejsca zdarzenia.
  • Jeśli w pobliżu jest jakiś sklep, to możemy poprosić pracownika, by poświadczył, że czekaliśmy na właściciela pojazdu. W sklepie zostawiamy też pełne swoje dane. Czasem kierowca poszkodowanego auta również może w pobliskich sklepach zapytać, czy ktoś nie był świadkiem zdarzenia.

Takie sytuacje zwyczajnie się dzieją. To naprawdę jest możliwe, że na przykład jadąc blisko zaparkowanych przy ulicy pojazdów, uszkodzimy komuś lusterko i tego nie zauważymy. Wystarczy, że na ulicy trwają prace remontowe i jest bardzo głośno, by nie usłyszeć, że uszkodziliśmy inny samochód. Możemy jednak zauważyć po powrocie do domu odprysk lakieru na swoim pojeździe. Wtedy również warto zgłosić się na policję i poinformować o tym fakcie.

Ubezpieczyciele rzadko uznają odwołania od regresu

Choć Towarzystwa Ubezpieczeniowe zapewniają, że każda sytuacja jest indywidualnie rozpatrywana i dokładnie analizowana, to zaraz dodają, że rzadko przychylają się do prośby sprawcy o odstąpienie od regresu. Kwestią sporną są tutaj dowody, które zdaniem ubezpieczycieli powinien dostarczyć sprawca, a zdaniem Rzecznika Finansowego musi je zdobyć sam ubezpieczyciel. I niestety nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, kto ma rację. Jeśli jednak nie zbiegliśmy celowo z miejsca wypadku, ale nie pozostawiliśmy żadnej informacji, ponieważ nie byliśmy świadomi powstałej szkody, to warto najpierw się odwołać od decyzji. Potem pomocy można szukać u Rzecznika Finansowego. Jeśli wciąż towarzystwo ubezpieczeniowe będzie żądało od nas pokrycia wypłaconego odszkodowania, to pozostaje nam sąd. Może on nas uniewinnić, a tym samym uznać żądania regresu za bezprawne. Trzeba również mieć na uwadze, że możliwość skorzystania z regresu jest prawem ubezpieczyciela, a nie jego obowiązkiem. Nie warto zatem od razu się poddawać.

Jeśli więc otrzymasz pismo od ubezpieczyciela, który powołując się na 43 art. Ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, UFG i PBUK zażąda od Ciebie zwrotu wypłaconego odszkodowania, to najpierw sprawdź swoje prawa, między innymi zasięgając opinii Rzecznika Finansowego. Nie odjeżdżaj też z miejsca zdarzenia bez pozostawienia swoich danych, bo na przykład nie masz czasu czekać na właściciela uszkodzonego pojazdu. W takiej sytuacji zadzwoń na policję i zgłoś sprawę. Jeśli bowiem jesteś świadomy zdarzenia, a mimo to odjedziesz, to art. 43 wyżej wymienionej ustawy w takim przypadku będzie jak najbardziej uzasadniony. Wtedy za wyrządzone szkody na pewno zapłacisz z własnej kieszeni.