Uwaga, kierowco, wielki brat patrzy!

Kierowcy dla obniżenia cen polisy, uciekają się do różnych rozwiązań, nawet pozwalają się śledzić i obserwować. Coraz więcej osób decyduje się na właśnie taki deal z ubezpieczycielem. Z pozoru interes jest dobry, wystarczy wgrać aplikację i bezpiecznie jeździć, by np. w Link4 w kolejnym roku zapłacić za polisę OC aż 30% taniej. Jednakże każdy interes, jak kij, ma dwa końce i tutaj na drugim końcu leży prywatność kierowców, a bardziej jej brak, ponieważ śledząc styl naszej jazdy, ubezpieczyciel zdobywa o nas wiele informacji. Wiemy, dokąd one trafiają i jak są przetwarzane?



Jakie dane zbiera ubezpieczyciel?

Na razie projekt jeszcze raczkuje i oferowany jest jedynie przez Ergo Hestię i Link4. Współpracując z Janosikiem, Ergo Hestia zachęca do zakupienia aplikacji YU!, która łączy w sobie nawigację z urządzeniem śledzącym nasz styl jazdy. W Link4 funkcję „podglądacza” pełni aplikacja Navi Expert. Pozornie więc ubezpieczyciel nie ma dostępu do zbyt wielu o nas danych. W praktyce kierowca oddaje się jak na tacy. Ubezpieczyciel widzi, gdzie kierowca jeździ, tankuje, czy parkuje, w jakich godzinach częściej podróżuje, a także przez sposób jazdy i dynamikę, zdradza również swoją osobowość. Ubezpieczyciel zna więc nasz temperament, umiejętność radzenia sobie ze stresem, czy panowania nad emocjami. Zdecydowanie więc więcej, niż to, czy potrafimy zdjąć nogę z gazu, bądź czy przestrzegamy przepisów drogowych. I choć ubezpieczyciele różnie argumentują potrzebę zbierania danych bądź zapewniają, że nie interesuje ich, np. gdzie parkujemy (Link4), to trzeba mieć świadomość, że uruchamiając aplikację, nie mamy możliwości ukrycia mniej wygodnych dla nas faktów.

Kierowca ma prawo wiedzieć, jakie dane są przetwarzane i w jakim celu!

No dobrze, pewnych rzeczy nie da się uniknąć. Chcemy mniej płacić za polisę, musimy się otworzyć przed ubezpieczycielem i pokazać, że zasługujemy na niższą stawkę. Nie musimy jednak tego robić w ciemno i decydować się na coś, o czym nie mamy pojęcia. Dlatego obowiązkiem ubezpieczyciela jest przedstawienie pełnych danych, a więc:

  • jakie informacje zbiera o kierowcach,
  • w jaki sposób są one przetwarzane,
  • w jaki sposób są chronione,
  • i czy są przekazywane dalej i jakim podmiotom.

Już dziś każdy użytkownik takiej aplikacji ma prawo dostępu do przetwarzanych o sobie danych i to w każdej chwili. Może więc pisemnie zwrócić się do ubezpieczyciela, by ten przedstawił mu wszystkie informacje, a także, w jaki sposób zostały one dalej przetworzone. Aplikacja też powinna mieć możliwość blokowania danych, których kierowca nie chce ujawniać. Również Unia Europejska zainteresowała się tematem przetwarzania danych i wydała nowe rozporządzenie 2016/679, które będzie obowiązywać od 25 maja 2018 roku. Zgodnie z nowymi wytycznymi, każda firma, która będzie profilować klienta czy użytkownika mobilnej aplikacji, będzie zobowiązana informować go o logice przetwarzania danych. Tym samym, kierowca będzie miał prawo wiedzieć, w jaki sposób jest punktowany, czy na przykład jazda nocna wpływa negatywnie na jego wynik bądź czy faktycznie informacja, jakimi drogami się porusza, jest niezbędna jedynie do określenia obszaru, w którym częściej przebywa (zabudowany czy niezabudowany).

Pomysł dobry, jednak prywatność musi być zachowana

Taka aplikacja nie jest złym rozwiązaniem. Im więcej wypadków na drogach, tym więcej płacą za ubezpieczenia kierowcy, także ci, którzy poruszają się bezpiecznie i bezszkodowo. Poznanie ich stylu jazdy pozwoli obniżyć cenę, jednakże kierowca musi być świadomy, wszystkich zagrożeń, wynikających z upubliczniania swojej strefy prywatnej, a tak się dzieje, właśnie przez włączenie takich aplikacji. Jeśli wiec będzie świadom, jakie dane są zbierane i w jaki sposób przetwarzane, sam zdecyduje, czy chce w tej grze brać udział i czy jest ona warta obniżki ceny polisy OC.